Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 205 721 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Smętek

sobota, 15 lutego 2014 23:27

O penisach męskich nie powinno się dyskutować. Powinno się je smakować, ujeżdżać, stawiać na baczność i znowu ujeżdżać…W końcu penis jaki jest każdy wie. Żyje własnym życiem, które polega na tym, iż najczęściej traci łeb dla jakiejś cipki, ewentualnie zagłębia tajniki ciemnej strony przyjemności, penetruje ponętne usta, sprawdza głębokość gardła, wciska się między cycki, a niekiedy znajduje jeszcze inne tereny wymagające eksploracji. Finał zazwyczaj jest podobny, kończy się na ejakulacji. I zakładając, iż ta nie była przedwczesna jego wymęczone ciała jamiste mogą odpocząć, co zresztą nie budzi niczyjego zaskoczenia.

W tym miejscu powinny pojawić się protesty, że oczekiwania kobiece wobec dyspozycyjności i mocy sprawczej penisa i braku zrozumienia dla męskiego „nie mam ochoty” są absurdalne, że penisa też po pracy może głowa boli, albo chciałby sobie w spokoju poleżeć.

Mój Unter doskonale wie, jakie prawa i obowiązki ma jego penis w naszym związku. I pewnie w każdym innym temacie mocno obstawałby za prawami, ale ponieważ przekorna cholera z niego tym razem pokłóciliśmy się z powodu obowiązków. A zaczęło się od ilustracji ilenorki.

 

img016sb1.jpg

 

Wyśmiał „smętka”. Nie dał mu żadnych szans. Przylepił łatkę zwiotczałego penisa. Wkurzyłam się. Przypomniałam mu nocne wybudzanie, gdy o samoistnym sterczeniu, jak przy porannej erekcji można zapomnieć. Opowiedziałam jak to jest trzymać w ustach miękki kawałek mięska, które trzeba łaskotać językiem, chuchać i dmuchać, czekając na każde drgnięcie prowadzące do przebudzenia ze stanu marazmu. Śpiący penis jest głuchy i ślepy. A wszystko dlatego, że jego aparat słuchowy i okulary w jednym firmy „Facet” jest wyłączony. I mało istotne jest jakie świństwa bym mu opowiadała i tak nie słyszy i nie widzi. Zdany jest tylko na bodźce dotykowe.

Oczywiście Unter od razu próbował mnie zakrzyczeć, bzdurnie próbując zdeklasyfikować smętka. Nawet gotów był mi zaprezentować prawidłowe działanie na jawie. Rzekomo jego kutas otwiera się zawsze jak nóż sprężynowy i straszy opuchniętym i twardym jak stal łbem.

Dałam za wygraną, aby chwilę później doprowadzić do upadku tytana twardości w inny sposób. Jeśli już bić pianę to efektywnie.

Ale kiedy emocje opadły, dopadła mnie dość upierdliwa myśl: jak się będę czuła jako kobieta, jeśli jego penis przestanie się ze mną tak entuzjastycznie witać? Kiedy przestanie wyciągać sprężyście łeb, kiedy opuści z tonu i nie będzie potrafił wchodzić w interakcje z cipką bez supportu innego rodzaju?

 

Ale póki co…Spóźnione życzenia z okazji Walentynek Kochanie :-)


oceń
19
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tafla szkła

poniedziałek, 27 stycznia 2014 23:31
- Kiedy rozpinała powoli guziki koszuli miała wrażenie, że robi coś bardzo nieprzyzwoitego.
- Tak jak ty, teraz?
- Nie sądzę, przecież ja jestem ubrana i tylko opowiadam.
- Zatem, co było wyznacznikiem tej nieprzyzwoitości?
- Zasłony były rozsunięte. Światło latarni rozpraszające się na płatkach śniegu sprawiało wrażenie, że noc jest dużo jaśniejsza niż powinna być, a zatem i ją mógł dostrzec jakiś przypadkowy przechodzień.
- Nie wybrała sobie przecież tego miejsca z roztargnienia. To musiało być zamierzone, więc nie rozumiem, czy chciała, żeby ją ktoś widział, czy nie?
- Ty i ta twoja męska logika…Możesz skupić się tylko na słuchaniu, bez analizy ciągu przyczynowo -skutkowego?
- Wolałbym skupić się na czymś innym.
- Zabieraj te łapy, rozpraszasz mnie.
Tam był chłodno. Przez chwilę wahała się, czy rozpinać stanik. A kiedy chwyciła w dłonie uwolnione z materiału piersi i dotknęła sterczących sutków. Nie potrafiła sama określić, czy to efekt podniecenia, czy chłodu.
- I na pewno doszła do wniosku, że skoro nie ma przy sobie rozgrzanego, czy napalonego faceta to należy zwijać kramik.
- Jesteś okropny. Jeśli nie chcesz, nie muszę opowiadać dalej.
- Na szczęście ty masz przy sobie napalonego faceta, który chętnie ogrzeje piersi i sprawi, że cipka zapłonie.
- Jeśli nadal będziesz mi przerywał to dla ciebie dzisiaj nic nie zapłonie, poza moimi ognikami wściekłości w oczach.
- Lubię się z tobą pieprzyć kiedy jesteś wściekła.
- Ostatnie ostrzeżenie…
- Dobra, będę już grzeczny – uniósł dłonie w geście poddania się jej woli.
- Pocierała sutkami o szybę. Rozpłaszczyła cycki na szybie
Podwinęła spódnicę i włożyła dłoń pod grube rajstopy.
Onanizując się myślała o stadzie facetów, którzy wściekle pocierając swoje członki bębnili nimi o szybę chcąc się dostać jak najbliżej niej. A ona wyginała się w prowokujących pozach. Pokazując nabrzmiałą łechtaczkę, rozciągając wargi sromowe, ukazując połyskujący pyszczek cipki, chcący ich ugościć. Wypinała pupę, rozchylając pośladki i ukazując zwartą rozetkę czekającą na tego, który ją rozepchnie. W końcu dotykała nią szyby prezentując wszystkie skarby równocześnie. Uderzała pupą o szybę jakby chcąc sprowokować śmiałka do niespodziewanego wtargnięcia w nią. Ale o najsilniejszy orgazm przyprawiła ją wizja tego, że pod stopami ma również szkło. I że można ją oglądać od dołu. I że jeśli pieprzyłby ją rzeczywiście jeden facet po drugim to ich sperma leciałaby właśnie na twarze zadzierających głowy widzów. Aż w końcu zniecierpliwieni obserwatorzy sforsowaliby zabezpieczenia i pieprzyliby jej wszystkie dziurki, ugniatali cycki, ssali sutki, łechtaczkę, płatki uszu i palce u stóp, dawali klapsy i szczypali, lizali i wykrzykiwaliby świńskie teksty pod jej adresem.
Na chwilę zapanowało milczenie.
- Mało podniecająca historia.
- Mało podniecająca? A to wybrzuszenie w twoich spodniach to druga para majtek?
- Nie powiedziałem, że nie jest w ogóle podniecająca tylko, że mało.
- Dlaczego?
- Bo nie ma w niej ciebie.
- Mnie? O co ci chodzi?
- Zaraz, zaraz...- uśmiechnął się jakby nagle dokonał odkrycia. - Ty jesteś w tej historii, tyle, że opowiadasz o sobie z innej perspektywy.
- Co ty za brednie wygadujesz. Idę, bo jesteś dziś nieznośny.
- Zaczekaj - złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. - To twoja fantazja, prawda?
Zmusił ją by na niego spojrzała.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Pokaż cipkę.
- Zabieraj tą łapę.
Nie udało mu się wtargnąć pod majtki, ale poczuł na ich materiale wilgoć. Powąchał palce.
- Podniecona - zamruczał.
- Puść mnie!
- A więc chciałabyś tak prowokować?
- Nie!
- Ależ tak - odwrócił ją tyłem do siebie i siłą podprowadził do okna.
Rozchylił zasłony jak w opowiadaniu. Potem rozerwał bluzkę i przycisnął ją do szyby.
- Czyś ty zwariował?! Ktoś nas może zobaczyć!
- Przecież tego właśnie chciałaś. Prowokować.
- Ale bez ciebie! - krzyknęła bezwiednie.
- A jednak - wyszeptał z triumfem w głosie. - Ale ja też mogę się znaleźć w tej historii.
- Ty nie umiesz opowiadać.
- Przekonajmy się.
Stałem z boku i przyglądałem się tej całej prowokacji. Mężczyźni szaleli z podniecenia, a ty jakbyś się naigrawała z ich bezsilności. Pragnęłaś ich, ale bardzo podniecało cię trzymanie kochanków na dystans. Nabrzmiałe kutasy w dłoniach były dla ciebie jak bezpłatny bilet do przyjemności, po którą trochę bałaś się, sięgnąć. Bo czy twoja cipka byłaby w stanie przyjąć w siebie tyle kutasów?
- Przestań - wychrypiała.
- Przestań natychmiast - powtórzyła bardziej przytomnym głosem.
- A rozetka? - ciągnął dalej głuchy na jej protesty. - Co więcej by ci dało jej ruchanie? Ból czy przyjemność?
- To wcale mnie nie podnieca.
- A usta? Ile dałabyś rady wypić spermy z pieprzących twoją buźkę kutasów?
Nerwowo oblizała usta.
- O tak, wiem jak bardzo lubisz spijać ten nektar - podsumował, widząc jej odruch.
- No dobrze, wygrałeś, nie musisz opowiadać dalej.
- Jesteś pewna?
Bez skrupułów zdarł z niej ubranie i nagą postawił przed lustrem. Złapał jej twarz w doń i kazał spojrzeć w swoje odbicie.
- Zobacz, tak wyglądasz w oczach moich i napalonych na ciebie facetów. Policzki czerwone, skóra wilgotna, uda mokre. Dla mnie i dla tych podnieconych hujów, jesteś kurwą, która chce się rżnąć.
- Błagam cię przestań - jęknęła.
Nagle jakby jedna tafla szkła zniknęła. Tłum napalonych facetów nagle znalazł się w twojej, zdawałoby się nie do otwarcia, bezpiecznej klatce. Z lubością patrzę na szok malujący się na twojej twarzy. Potem widzę jak zastanawiasz się, jak do tego doszło. Zanim lądujesz na podłodze, na czterech wychwytujesz mój pełen złośliwości uśmieszek. Otworzyłaś szeroko usta by krzyknąć coś obraźliwego w moją stronę, ale słowa zostały zduszone w twoim gardle przez pierwszego twardego kutasa.
Widzę jak próbujesz się bronić przed naporem rąk i kutasów.
Jeden z facetów kładzie się pod tobą. Inny klepie po dupie i krzyczy "siadaj na niego dziwko". Posłusznie siadasz na nim okrakiem a on wbija ci w cipę podnieconego chuja. Ten który cię uderzył, popycha do przodu. Pochla się nad tobą i próbuje wepchnąć ci kutasa w drugą dziurkę. Czujesz ból. Facet pluje na rozetkę i rozciera ślinę główką penisa. Podejmuje drugą próbę. Kutas wchodzi bardziej gładko. Czujesz jak napiera na twoją dupcię. Jak rozpycha zaciśniętą skórę. Wreszcie przebija się do środka. Zatrzymujesz na chwilę oddech. Twój krzyk jest podniecający. Ale nie dla ciebie. Wciąż boli jak cholera.
- Napluj jeszcze! - cedzisz przez zęby.
Większy poślizg niesie ci ulgę. A w chwilę później podniecenie. Każde uderzenie kutasa w dupie czujesz w całych plecach. Jakiś inny facet klęka tuż przy twojej twarzy. Łapie za włosy i przyciąga usta do czarnego, grubego chuja. Twoje zaskoczenie jest jeszcze większe gdy z trudem ląduje w twojej buzi.
Pierwszy orgazm doprowadza cię prawie do omdlenia. Chciałabyś się położyć, odpocząć, ale nie ma tak dobrze. Musisz ponieść konsekwencje za swoją prowokację.
Bodźce napływają z każdej strony. Gubisz się w ich odbieraniu. Nie wiesz jak i kiedy znalazłaś się na innym facecie. Leżysz na nim plecami, a on rucha twoje dupsko. Drugi ładuje kutasa w cipę. Odchylasz głowę do tyłu i widzisz jak inni stoją nad wami i masują swoje podniecone chuje.
I znów jesteś na czworakach. Faceci zmieniają się co chwilę. Jedni pieprzą cipę inni tyłek. Klepią cię po pośladkach. Jeszcze inni rżną w usta. Przechodzisz z rąk do rąk jak uliczna kurwa.
_________________

f8148fa1cc00c49e.jpg

 

Tracisz przytomność umysłu. Nie wiesz już gdzie, kto i jak. Boli i piecze cię krocze. Rozetka jest już tak rozruchana, że każdy kutas wchodzi bez problemu. W ustach ci zaschło, z trudem oddychasz. Kaszlesz. I wtedy zalewa je pierwszy strumień spermy. Łykasz szybko zaskoczona tym nagłym strumieniem. Zachłysnęłaś się. Znów dusi cię kaszel. Oplułaś mlecznobiałym płynem jej właściciela. Zmusza cię byś zlizała spermę z jego stóp. W tym czasie inny spuszcza ci się do cipki. Następny w tyłek. Znów spijasz spermę. Jest jej tyle, że masz wrażenie, iż płynie w twoich żyłach.
- Jasna kurwa!
Zadrżała w jego ramionach i kurczowo zacisnęła nogi. Wypuścił ją z objęć. Patrzył jak opada na kolana, opiera czoło o lustro i szybko oddycha. Srebrna tafla pokryła się parą z ust.
- Zerżnij mnie!
- Przecież nie chciałaś się pieprzyć.
- Ale teraz chcę!
- Przykro mi, ale mnie się odechciało.
Zostawił ja samą.
- Ty cholerny draniu, wracaj tutaj!
Odpowiedziało jej trzaśnięcie drzwi.


oceń
18
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pierwszy pocałunek

czwartek, 16 sierpnia 2012 21:38

Chyba podświadomie, od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam zapragnęłam sprawdzić jak całuje. Nie chodziło o żadną miłość od pierwszego spojrzenia ani inne tego typu pierdoły. Może chciałam przekonać się, że jego hardość to tylko rodzaj pozy, że przyparty do muru okaże się nieco nieporadny, wręcz ciapowaty. Wydawało się, że niezależnie od efektu finalnego będę i tak lekko rozczarowana. Wariant pierwszy byłby prawdopodobnie bardziej satysfakcjonujący, jeśli chodzi o łechtanie zmysłów, drugi byłby pewnego rodzaju triumfem psychicznym – utarcie nosa temu bezczelnemu typkowi można by zapewne zaliczyć do momentów bezcennych. Połączenie tych dwóch wariantów, czyli uzyskanie przeze mnie satysfakcji całkowitej wydawało się niemożliwe.

 

Gdybym jednak miała przyznać się do prawdziwych emocji w takiej sytuacji to górę wzięłoby rozczarowanie. Nie takiego Untera chciałam. Nie po to znosiłam jego impertynencje, aby dowiedzieć się, że to maska, która jest obietnicą bez pokrycia. Najprawdopodobniej dla mnie okazałby się facetem bez jaj, a częściowy kastrat nijak nie wpisywał się w moje wizje kipiącego seksem kochanka. W ramach wyjaśnienia pozostaje mi dodać, że nie w stosunku do każdego mężczyzny moje oczekiwania były właśnie takie. Unter jednak był białym krukiem  na tle innych, znanych mi mężczyzn. Natomiast świadomość dysharmonii między „prawdziwym ja” i zespołem prezentowanych cech  zabijałby tę jego wyjątkowość.

 

Jednak w tamtym czasie  istotą moich problemów z Unterem był brak pocałunków.
A kiedy dorosły facet nie próbuje nawet symbolicznie całować po randce kobiety tzn., że z którymś z nich coś jest nie tak. Zaczęłam przypuszczać, że to we mnie coś nie gra. W końcu mogłam go podejrzewać o różne rzeczy, ale z pewnością nie o nieśmiałość. Tylko, że gdyby nie interesował się mną to darowałby sobie wychodzenie z inicjatywą w kwestii kolejnego spotkania. Zawsze mogłam się sama spróbować przekonać na czym stałam, całując go pierwsza. Jednakże nie po to człowiek całe życie pielęgnował pewne zasady, by się ich po spotkaniu Untera pozbywać.
Najgorsze było to ciągłe wystawianie mnie na pokuszenie. Zazwyczaj ni stad ni zowąd pochylał się w moją stronę, jego twarz zbliżała się z niezwykłą szybkością, powodując u mnie arytmię serca, zmuszając motyle w brzuchu do lotu, i powodując prawie przymykanie oczu.

 

 A potem następowało równie szybkie oddalenie, moje zakłopotanie i jego zwyczajny wyraz twarzy, którego nieprawdziwość zdradzały unoszące się lekko w górę kąciki ust i ogniki błyskające w oczach. A ja nawet nie mogłam dać upustu swojej wściekłości z powodu tych marnych prowokacji, bo ostatnią rzeczą jaka by mogła przyjść mi wtedy do głowy było przyznanie się do uczucia zawodu i niezadowolenia z takiego obrotu sprawy. Jedyne, co mi pozostawało to składane sobie obietnice, że kiedyś tam odpłacę mu za to z nawiązką.
W końcu nastąpiło. Pocałował mnie. A ja poczułam się, jakbym całowała się pierwszy raz w życiu. Miałam wrażenie, że zamieniłam się w motyla przyszpilanego przez kolekcjonera do rozpinadła i chciałam więcej. W jego pocałunku był żar, pasja, siła, przekora. Odurzył mnie, roznamiętnił i … podeptał moją godność osobistą. Ten dupek zarzucił mi, że w ogóle nie umiem całować, czego zresztą spodziewał się po mnie. I poczułam się małą nieszczęśliwą dziewczynką, która podczas jakiejś rodzinnej imprezy została wykpiona i odesłana do własnego pokoju za karę. Facet z gracją słonia podeptał moje uczucia i chętnie obiłabym mu buziuchnę za tego kopniaka w serce. Jednakże nie zrobiłam tego. Tym razem byłam pewna opanowania i co tu dużo mówić - smutna. Chwilę wcześniej Unter trzymał w dłoni moją brodę, zmysłowo wodząc po ustach palcem. Pocierał swoimi ustami o moje, jakby próbował wzniecić tym pocieraniem płomień. Po czym wsunął mi do ust równocześnie koniuszek swojego palca i język. Jego pocałunki były intensywne i głębokie, a ja miałam wrażenie, jakbym miała równocześnie w ustach i jego język i penisa. To niedorzeczne skojarzenie spowodowało, że mnie całkowicie poniosło. Ssałam jego język próbując pochłaniać go coraz bardziej, przygryzałam jego usta. I jeszcze chwila, a pewnie próbowałabym nasunąć się na jego uda, gdyby nie pewien przypływ rozsądku. I co dostałam w zamian? Żałosny kawałek o tym, że nie potrafię całować.
Moja pełna opanowania odpowiedź z pewnością w jakiś sposób go zawiodła.
- Ok. Unter. Nie potrafię całować. Tobie pozostaje zatem cieszyć się, że na tym etapie dostrzegliśmy nasze kompletne niedopasowanie. Teraz spokojnie już możemy zakończyć zaloty i przejść do kontaktów odpowiednich dla zwykłych znajomych.
- Jak chcesz, nauczę cię – stwierdził zupełnie na luzie.
 „-Co za Burak! – pomyślałam. ”
- Nie, dzięki. Znajdzie się taki, któremu się spodoba to, czym dysponuję.
- Chodzi o to…
- Daruj sobie te newsy – przerwałam mu.
Tymczasem on najzwyczajniej w świecie przyparł mnie do ściany i próbował całować. Oczywiście próbowałam się wyrwać, ale on górował zarówno wzrostem jak i przewagą fizyczną. Jedyne, co mi pozostawało to zaciśnięcie ust i otwarte na znak protestu oczy. On zdawał się nic sobie z tego nie robić Przyciągnął moją głowę w swoim kierunku i na ugiętych kolanach zaczął wciskać się między moje uda. „Nic z tego mój panie” – stwierdziłam w myślach nie mogąc wypowiedzieć tego na głos. Jednak w momencie, gdy poczułam pęczniejące zgrubienie w jego spodniach i toczącą się z mojej cipki wilgoć moje usta się jakoś tak same rozchyliły wpuszczając jego język do środka. Chyba nawet wydałam z siebie głośne westchnienie podniecenia. Prawie wcale nie poruszając się próbowałam jak najmocniej przylgnąć do nabrzmiałego organu. Chciałam więcej, dużo więcej. Chciałam opleść go nogami i rozłupywać swojego orzeszka jego dziadkiem do orzechów, ale…Ale kto to widział, żeby przy pierwszym pocałunku próbować się nabijać na pobliskiego penisa. Zupełnie inaczej jest, gdy taki intruz sam się wciska, wtedy to człowiek nawet troszeczkę może mu dopomóc w tym przytulaniu. Jedynym plusem całej tej sytuacji był fakt, że nie znajdowaliśmy się na prywatnym gruncie, bo jeszcze chwilę, a błagałabym go, aby mnie jak najszybciej nabił na kutasa, a przecież nie wypadało. Kobieta powinna się szanować, również wtedy, gdy wszystkie zmysły krzyczą, że nie powinna.
Z przykrością odnotowałam moment, gdy odsunął się ode mnie, nawet przez chwilę próbowałam go trochę dłużej przytrzymać, wbijając palce w jego twarde pośladki.
- Widzisz, mówiłem, że cię nauczę – stwierdził z tym doprowadzającym mnie do pasji uśmiechem. – Wam, kobietom wydaje się, że jak rozpłaszczycie cycki o męski tors i zamachacie językiem to się nazywa pocałunek.


oceń
17
0
Tagi: pocalunek

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dygotanie uczuć

czwartek, 08 marca 2012 12:24

 

Kiedyś patrzyłam na twoje dłonie nie widząc ich. Kiedyś twoje usta nie były niczym innym niż roboczym strojem dla słów. Kiedyś twoje oczy były parą nieprzykuwających uwagi kamyków. "Kiedyś" było tak dawno...

 


         Ascetyczne wyposażenie wnętrza w połączeniu ze swą sterylnością i trzema metalowymi łóżkami powodowało we mnie uczucie chłodu przeszywającego do szpiku kości. Leżał z zamkniętymi oczami, chyba spał. Zorientowałam się, że idąc w jego stronę cały ciężar ciała przeniosłam na palce, starając się zapobiec stukotowi obcasów. Dotknęłam jego włosów opuszkami palców, nie pozwalając sobie na nic więcej. Przystawiłam krzesełko do łóżka i usiadłam na nim nie spuszczając wzroku z Untera. Patrzyłam na jego posiniaczoną twarz, długie rozcięcie na policzku i czułam jakiś rodzaj wdzięczności, za to, że jest, za to, że nie stało się nic więcej.

Omiotłam wzrokiem pomieszczenie skupiając uwagę na dwóch zaścielonych łóżkach. Wyglądało na to, iż Unter jest pozbawiony towarzystwa.  

Pochyliłam się by chwycić  jego dłoń. Była chłodna, co mu się zazwyczaj nie zdarzało. Miałam ochotę ogrzać ją pocałunkami, ale nie zdobyłam się na taki gest. Zamiast tego spostrzegłam mokrą krople sunącą po mojej ręce, a potem drugą i trzecią. Tak bardzo skupiłam się na tych ruchliwych perełkach, że przestało liczyć się cokolwiek więcej. To był chyba sposób odreagowania.

Zanurzyłam się we własnych myślach. Obrazki trzepotały w tempie poruszających się skrzydeł motyla. Zdałam sobie sprawę z tego, że nasze bycie razem, które zazwyczaj przypominało mocowanie się przy użyciu liny, stało się czymś, bez czego „jutro” nie miałoby sensu. Potrzebowałam go. Potrzebowałam tego kpiarskiego uśmiechu, tych irytujących zdań, szorstkiego stylu bycia i tych głupich kwiatów. To nic, że nie potrafił mówić o uczuciach. Potrafił o wszystkim innym, tylko nie o tym, co dla mnie było tak ważne. Wyręczał się kwiatami, jakby próbował oddać nimi słowa, których nie potrafił wyartykułować. Przy nim i ja zaczęłam się bać ich używać. Jakby były czymś zakazanym, czymś co wszystko zmieni. Może nie chciałam zepsuć tego, co nas łączyło. Obawiałam się, że go spłoszę i ucieknie przede mną na drugi koniec świata. A może najbardziej bałam się odrzucenia?

- Nie musisz płakać, jeszcze nie pora – wypowiedział wyrywając mnie z zadumy. – Zresztą nie chciałbym, żeby makijaż się tobie rozmazał. W jego głosie nie było stanowczości, do której byłam przyzwyczajona. Zastąpiła ja jakaś miękkość, coś jakby wzruszenie, a może tylko mi się tak wydawało…

Podniosłam głowę obrzucając go wściekłym spojrzeniem.

- Myślisz, że kiedy tutaj leżysz w głowie mi jakiś pieprzony makijaż?

- Pieprzony? Hmmm, przecież taki zapewniam ci ostatnio chyba tylko ja – głupkowato się uśmiechnął.

- Ja się martwię o ciebie, a tobie tylko głupoty w głowie – fuknęłam na niego.

- No chyba nie wątpisz, że gdybyś tylko chciała to ja jak najbardziej mogę. W końcu mam tylko połamane żebra.

- Dość! Lepiej już nic nie mów i mnie nie wkurzaj.

- Niby ja ciebie miałbym wkurzać? Odkąd przyszłaś leżę i czekam, aż stosownie się przywitasz i jak do tej pory nie doczekałem się. Pocałujesz mnie w końcu niedobra dziewucho?

Podniosłam się z krzesełka i zerknęłam na drzwi, by się upewnić, że nadal są zamknięte. Jedną ręką opierając się o ramę łóżka pochyliłam się nad Unterem muskając jego usta.

– No chyba nie muszę cię tego na nowo uczyć? – wymruczał z niezadowoleniem, po czym chwycił moją głowę dociskając moje usta do swoich i rozchylając je językiem. Nawet nie wiedziałam kiedy rozluźnił uścisk i chwycił moją wolną dłoń. Dopiero, gdy nakierował ją na twardniejącego pod kołdrą penisa zorientowałam się w zmianie układu. Odruchowo zacisnęłam dłoń.

- Nie wiesz, że nie powinno się przychodzić do chorego z takim dekoltem? – wyszeptał mi prosto do ucha powodując dreszczyk podniecenia. „Cholera, on zawsze wie jak mi to zrobić” – pomyślałam. Tymczasem on nie odpuszczał  i po chwili usłyszałam kolejny zwrot przyprawiający o zawrót głowy.

- Przynajmniej teraz porządnie pachniesz, tak jak lubię, podnieconą cipką.

Chwilę później poczułam jego dłoń wsuwająca się pod spódnicę.

Chyba wtedy zrozumiałam, że w sytuacjach, gdy inni ludzie potrafili mówić o emocjach, wyrażać je na różne sposoby, mój Unter przestawał widzieć, myśleć i zamieniał się w wielki organ, który gniótł w spodniach.

Oderwałam się od jego ust i spojrzałam w jego roznamiętnione oczy. Poruszyłam wargami bezgłośnie naśladując dwa krótkie słowa.


oceń
8
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Gorączka

poniedziałek, 15 sierpnia 2011 19:41

“You give me fever
When you kiss me
Fever when you hold me tight
Fever
In the mornin'
Fever all through the nigh”

 

 

Mieszkanie było pogrążone w całkowitej ciszy. Zakończyłam przygotowywanie się na powrót Untera. Wsłuchiwałam się w kroki dochodzące z zewnątrz, aby w odpowiednim momencie wyłowić te należące do niego. Światło kilku zapalonych świec nastrojowo rozpraszało otulajacą mnie ciemność. Uśmiechnełam się do siebie trzymając w dłoniach róże, które przyniósł mi bez żadnej okazji dzień wcześniej. Wiedział jakimi sposobami najprościej uwić sobie gniazdko w kobiecym sercu. Ustawiłam kwiaty w sypialni w towarzystwie jednej ze świec.

 

 

 Usiadłam na podłodze, wpatrując się w płomień leniwie liżący wosk, który osuwał się tworząc nacieki.. Czekałam…

 

Musiał być zaskoczony, gdy tego wieczoru przywitała go ciemność. Już w chwili, gdy usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza stanęłam blisko drzwi. Moje serce łomotało tak mocno, że myślałam, iż rozwali swoją klatkę. Napięte do granic możliwości ciało, dopominało się rozluźnienia. Głupie to … Denerwowałam się przez taki drobiazg. Jednak to od mojego refleksu i jego stopnia zaskoczenia uzależnione było powodzenie całej akcji. Musiało się udać, bo jeśli nie…

Wiedziałam, że nigdy mi na to nie pozwoli. Czyżby tak naprawdę mi nie ufał? A może to zbyt kłóciło się z maską macho, którą miał przywdzianą odkąd go poznałam i której nie chciał zdjąć nawet w najintymniejszych momentach? Wszystko było zaplanowane. Wystarczyło tylko wyłączyć korki – dziecinnie proste, a miało przynieść tyle zysków. Na szczęście, moje oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Starałam się niemalże bezgłośnie oddychać, aby sygnałem swojej obecności nie wzmagać jego czujności. Słyszałam, jak naciska na włącznik światła, który ku jego zaskoczeniu wcale nie zareagował zgodnie z oczekiwaniami. Przesuwając dłonią po ścianie zmierzał w kierunku skrzynki z bezpiecznikami.

„Teraz, albo nigdy”, pomyślałam i uniosłam nogę w górę. Uff, wymierzyłam odpowiednio. Zderzył się z podłoga z odgłosem spadającej kłody, klnąc przy tym siarczyście. Szybko wskoczyłam na jego plecy, wyginając ręce w odpowiednim kierunku. Gdyby nie element zaskoczenia, nigdy nie udałoby mi się tego zrobić. Kiedy „bransoletki” były już zapięte, odetchnęłam z ulgą.

- Josephine, co ty kuźwa wyprawiasz? – Nawet ta wściekłość w głosie Untera nie mogła zepsuć mojej radości. Jeszcze tylko taśma…Tym razem zamknięcie jego ust było najlepszym rozwiązaniem. Miotał się, próbując wstać, ale to wcale nie było takie proste.

- Zamierzasz tak długo jeszcze leżeć – zapytałam z przekąsem, wiedząc, że nie doczekam się odpowiedzi. – Idziesz ze mną, czy muszę przynieść smycz, żeby doprowadzić cię do sypialni?

Żałowałam, że nie mogłam zobaczyć jego miny. Prawdopodobnie próbował mnie zabić wzrokiem. Trochę czasu musiał poświęcić na pionizację ciała. Z pewnością moje trącanie butem zmotywowało go do tego. Złapałam za jego pasek od spodni i pociągnęłam w stronę sypialni. Rozstawione świeczki dawały wystarczającą ilość światła, abyśmy wreszcie mogli na siebie popatrzyć. Ta jedna, w otoczeniu róż, emanowała zmysłowością przyciągając wzrok. Gorący wosk spływający po świecy przypominał mi nieco moje własne soki, które wydobywały się w coraz większych ilościach. Chyba już nie był tak bardzo wściekły, jak na początku. Pewnie już obmyślał plan zemsty. Domyślałam się, że za swoje fanaberie zapłacę wysoką cenę, ale raz się żyje… Tymczasem, wskazałam dłonią na kuchenne krzesło, które postawiłam w pobliżu łóżka. Usiadł na nim z lekkim zniecierpliwieniem, jakby chciał powiedzieć: „Kończ już kobieto ten cyrk”. Póki co, był moją ulubioną małpeczką. Pewnie organizacje obrony praw zwierząt potępiłyby znęcanie się nad nim, ale przecież na razie nikt nie złożył na mnie donosu. Włączyłam muzykę. Z głośników popłynął stary, znany kawałek:

 

Szybko zrzuciłam z siebie szlafrok, pokazując się w przezroczystej czarnej koszulce przypominającej tunikę. Kupiłam ją specjalnie na tę okazję. Trochę przepłaciłam, ale aprobata tkwiąca w jego spojrzeniu sprawiła, że szybko o tym zapomniałam. Na początku taniec wychodził mi trochę niezgrabnie, gdyż byłam spięta, ale kiedy coraz bardziej zmniejszałam dystans między nami, przestałam się kontrolować. Swobodnie popłynęłam na fali dźwięków, aby móc rozewrzeć butem zwarte uda Untera. Zarzuciłam nogę na oparcie krzesła, prężąc się, aby mógł przyjrzeć się srebrnym kwiatuszkom zaciśniętym na moich sutkach. Patrzyłam jak jego organ nabiera pożądanych kształtów. Tymczasem on krytycznym wzrokiem wpatrywał się w czerwony pasek włosków rosnących sporo poniżej mojego pępka. Uniósł brwi z dezaprobatą i wytrzeszczył oczy.

- Ach to… - powiedziałam, zadzierając koszulkę w górę, aby lepiej widział. – Wiedziałam, że będzie ci się podobało – roześmiałam się. Przecież nie musiał od razu wiedzieć, że to się bez problemu zmyje. Zresztą, może w akcie desperacji własnoręcznie ogoliłby mi te włoski, które były świadectwem naszego kompromisu. Przestałam się nim przejmować i skupiłam się na tańcu.

Odwrócona tyłem, powoli opuszczałam i unosiłam pośladki nad miejscem, gdzie tkwiło to podniecające wybrzuszenie.. Wiedziałam, że gdyby tylko mógł…Ale nie mógł. Chciałam znowu na niego patrzeć. Uwielbiałam tę mieszankę wściekłości i podniecenia zdobiącą jego twarz. Zawsze miałam ochotę go wtedy porządnie zerżnąć, jednak zazwyczaj kończyło się to tak, że wyzuta ze wszystkich sił leżałam na podłodze, stole, czy na łóżku łapiąc łapczywie powietrze, po rżnięciu jakie on mi zafundował. Ale teraz, w blasku świec, zakuty w kajdanki wyglądał tylko uroczo. Przysiadłam na nim wykonując gwałtowne ruchy w prawo, w lewo, w górę i dół. Podsuwałam pod nos nabrzmiałe piersi, wyginałam się, jakbym kręciła „ósemki”, ocierałam się, chcąc naznaczyć jego ciało i ubranie własnym zapachem. W jego spodnie wcierało się coraz więcej mojego śluzu. Już widziałam, z jaką miną będzie je zanosił do pralni. Zastanawiałam się, czy moja wilgoć dotarła już do sterczącego organu, łącząc się z pojedynczymi kropelkami, które sam musiał wydzielać. Przymknęłam oczy, myśląc o tej nabrzmiałej zaczerwienionej od pocierania główce, która eksponuje szparkę lśniąca od podniecenia. Zacisnęłam dłonie na oparciu krzesła, a moje ramiona niczym potrzask zacisnęły się na jego barkach. Czegoś mi jeszcze brakowało do pełni szczęścia. Oderwałam prawą dłoń z krzesła i szybkim pociągnięciem zerwałam taśmę przylegających do ust Untera. Okrzyk bólu zdławiłam przygryzając je. Popatrzyłam jeszcze na jego mimowolnie szklące się wilgocią, z którą walczył, oczy i popłynęłam na fali orgazmu. Gdy odzyskałam odrobinę rozsądku dostrzegłam strużkę krwi spływającą po jego ustach. Delikatnie przeciągnęłam po niej językiem, aby chwilę później oświadczyć:

- Jesteś taki słodki… Milczał zaciskając usta. A może nie tylko usta…Organ nadal przypominał gotową do lotu rakietę. Unter chciał mnie ukarać. Nie mogłam dostać satysfakcji z tytułu wysłania go w chmury. Zastanawiałam się, o czym wtedy myślał. O myciu samochodu, koszeniu trawy, a może o pinczerku sąsiadki, którego szczerze nie znosił?

- Skoro taki jesteś, to pora na plan B. Kładź się na łóżko! – wydałam polecenie. Roześmiał się szyderczo w odpowiedzi, doprowadzając mnie tym do pasji. Chyba wtedy to we mnie wstąpiło – to coś, które nigdy wcześniej nie wypełzło na światło dzienne. Zawładnęła mną biała gorączka. Ze złością wymierzyłam obcasem cios prosto w udo Untera. Chciałam, żeby spadł z krzesła, jednak nie miałam na tyle siły. Zamiast tego, zasyczał z bólu. W pierwszym odruchu miałam ochotę zapytać, czy nic mu nie jest. Tylko po co? Podnieciła mnie chwilowa władza jaką nad nim miałam. On z kolei wcale nie wyglądał na kogoś, kto podziela moje odczucia.. Tak mocno zaciskał usta, że nabrały bardzo jasnego koloru. Przegryziona warga wydała się jeszcze bardziej spuchnięta niż w momencie zanim odpłynęła z niej krew. Nie potrafiłam oprzeć się chęci possania jej. Stanęłam nad nim w rozkroku, ale on celowo odsuwał głowę nie pozwalając mi na realizację zamiaru. Usiadłam na nim i chwyciłam za podbródek, próbując odchylić jego głowę pod właściwym kątem. Poczułam, jak jego spodnie ponownie wypełniają się sztywniejącym organem.

- A podobno ci się to nie podoba – wyszeptałam do jego ucha. Ocierając się o jego policzek poczułam świeży zarost. Przesuwałam po nim twarzą niczym kotka łasząca przy nodze. - Dość tych pieszczot – powiedziałam z trudem odrywając się od organu i całej reszty. – Na łóżko proszę, szybciutko. - Ty… - próbował coś wycedzić, ale zareagowałam z odpowiednią szybkością: - Czy chcesz sprawdzić, czy drugi obcas wbija się tak samo? Wstał z ociąganiem, po czym padł na łóżko prawie bezwładnie.

- A ubranie? – zapytałam.

- Przecież nic nie mówiłaś o ubraniu, miałem się położyć.

- Na pewno tego chcesz?

- Przecież ja tylko wykonuję twoje polecenia – słyszałam satysfakcję w głosie Untera. Czułam jak uderzenie gorąca zalewa moje ciało. Gdyby wściekłość potrafiła kipieć…Postanowiłam, że nie dam się sprowokować.

- Odwróć się na bok – grzecznie poprosiłam.

- Ręce mi drętwieją. Gdybyś mi zdjęła kajdanki…

- Odwróć się na bok - powtórzyłam coraz mocniej zaciskając zęby.

Z ociąganiem zmienił pozycję. Tymczasem ja zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Tak bardzo mamił mnie swoim zapachem, że momentami byłam bliska wyjścia z roli. Próbowałam przeciągać rękawy między kajdankami, ale nie udało się, więc zajęłam się spodniami. Nawet, nie spróbował unieść się lekko w górę, aby ułatwić mi zadanie. Wskaźnik niecierpliwości i złości znowu podnosiły się do niebezpiecznego poziomu. Wyciągnęłam z toaletki nożyczki. Z zapalczywością zaczęłam rozcinać bieliznę. Unter próbował protestować, ale w odpowiedzi mógł usłyszeć tylko:

- To za moje spodnie.

Organ pobudzony akcją przy bokserkach z wilgotnym uśmiechem na swojej nalanej „twarzy” przypominał mi o swoim istnieniu.

- Zaraz malutki, jeszcze tylko skarpetki i za chwilę się tobą zajmę – wymruczałam.

„Malutki” chyba w ramach zgody drgnął lekko. Pewnie, gdyby nie fakt, że podczas tego całego rozbierania w oko wpadły mi róże, finał byłby zupełnie inny. Tymczasem złapałam ich pęk i postanowiłam się nimi pobawić. To miała być taka słodka tortura. Przesuwałam główkami kwiatów po stopach Untera, wykorzystując wiedzę o jego łaskotkach. Gładziłam pośladki, przeciągałam wzdłuż linii kręgosłupa, aby po chwili pocierać płatkami jego sutki. Tym razem on musiał zaciskać zęby, gdyż z jego ust nie wydobywały się, żadne dźwięki. Patrzyłam na napięte w geście obronnym mięśnie i wyobrażałam sobie ,jak ładnie wygladałoby jego ciało pod warstwą oliwki.

Popatrzyłam na kiwającego się niecierpliwie penisa i pomyślałam, iż to najwyzszy czas na oficjalną prezentację.

- „Malutki” to są róże - Róże to jest fiut Untera, vel Malutki. Mój mężczyzna chyba w ramach protestu zaczał w tym czasie coś mamrotać pod nosem, ale już dawno przestałam wsłuchiwać się w to postękiwanie. Kwiaty ocierały się o główkę „Malutkiego” przyozdabiając swoje "sukienki" w dość nietypowe krople rosy. Przesunęłam ich łepki w kierunku nosa zaciągając się zapachem kwiatowego podniecenia. Tęsknota odezwała się ze zdwojoną mocą. Pragnęłam jego orgazmu. Chciałam, aby doprowadził do spazmów jego ciało, by wydobył jęk. Zdarłam z jednej z róż ubranko i trzymając je w dłoni zaczęłam pieścić penisa. Płatki rolowały się i pokrywały kolejnymi ranami. Niektóre z nich przeciągałam po dziurce na szczycie organu, niczym kartę płatniczą przez czytnik. Wychodziły oblepione śluzem, jak po spotkaniu ze ślimakiem. Mój język wirował w płatkach, usta wypełniały się coraz bardziej i mimo szczerych chęci twardego kutasa oraz mojego trudu, Unter postanowił najwidoczniej nie dawać nam tego orgazmu. Przerwałam wysiłki i spojrzałam na wyraz jego twarzy. Był zadowolony, cholernie zadowolony. Za dobrze go znałam by przypisywać ten wyraz twarzy przyjemności płynącej z fellatio. To był wyraz triumfu.

- Długo zamierzasz mi to robić? – zapytałam, próbując zapanować nad nową falą wściekłości.

- Przecież nic nie robię.

- Chcę orgazmu!

- Wydawało mi się, ze już miałaś…Ale jeśli chcesz następnego…Nie ma sprawy, obsłuż się, bo ja mam…Jakby to powiedzieć? – udawał zastanowienie. – Bo ja mam związane ręce. Zresztą tak zdrętwiały, że i tak niewiele mogą – roześmiał się.

- Chcę twojego – wysyczałam.

- Sądzisz, że poślinisz trochę kutasa, obsypiesz go zdechłymi płatkami róż i to wystarczy?

- Zazwyczaj wystarczało.

- Ale dzisiaj nie wystarczy moja panno. Jak to ma dalej tak wyglądać to daj sobie spokój. Ale gdybyś nie zamierzała…Podaj mi proszę trochę whisky, bo zaschło mi w gardle.

Tego było za dużo jak dla mnie. Chwyciłam róże znajdujące się na podłodze i zaczęłam okładać jego pośladki. Z perspektywy czasu pewnie spokojnie mogłabym nazwać to momentem niepoczytalności.

Duże, twarde kolce zagłębiały się w napiętej skórze dupci Untera, pozostawiając czerwone ślady.

 

- Ty cholerny egoisto! A żebyś wiedział, że się sama obsłużę. Jedną ręką wywijałam badylami, a drugą mocno złapałam za penisa. Ręce mnie już bolały od przesuwania skórki na nim, a orgazmu nie było widać. Przerwałam na chwilę skupiając się na lizaniu zaognionych pośladków. Nie byłam pewna, czy to Unter syczał, czy świece skwierczały. Wszystko mi było jedno. Miał być orgazm. Tutaj i teraz. Nie wiem kiedy przyszedł mi do głowy ten szatański pomysł. Sięgnęłam pod łóżko. Był na swoim miejscu. Wycisnęłam sporą jego ilość na dłoń. Po czym zaczęłam pieścić przestrzeń między pośladkami Untera, odpowiednio nawilżając newralgiczne miejsce. Gdy zaczęłam wsuwać w niego palec, spróbował zaprotestować:

- Nie zrobisz mi tego!

- Ale wierz mi, że zrobię - roześmiałam się. - Przecież już robię.

- To boli – oznajmił.

- Przecież sam mnie uczyłeś, jak mam się rozluźnić podczas analku. Zastosuj te instrukcję wobec siebie. Jesteś taki ciasny… Pięknie się zaciskasz na moim palcu. Wpuść mnie teraz trochę dalej. Ooo, właśnie tak…

„Malutki” znowu odzyskiwał rezon i kolorki. Wyjęłam z Untera palec, zajmując się organem i jego dwoma towarzyszami. Pewnie teraz dostałabym już jego orgazm w prezencie, ale było za późno. Za późno, abym się wycofała. Trzymając w ustach penisa, zagłębiłam dwa dobrze nawilżone palce w jego dupcię. Po chwili opór zaczął ustępować. Jeszcze kilka ruchów, trochę ssania… Przeciągły jęk Untera był jak muzyka dla uszu. Ciało, które poddało się spazmom wyrywało mi z ust plującego spermą penisa. Zassałam go delikatniej, nie pozwalając się od niego odciąć. Pulsowanie na palcach było gratisem, o którego nigdy wcześniej nie ośmieliłam się prosić. Odpięłam kajdanki i obejrzałam do końca pląsy jego ciała. Spojrzał na mnie w taki sposób…Nie wiedziałam, co miało znaczyć to spojrzenie i w tamtym momencie nawet nie chciałam wiedzieć. Odwrócił się bokiem do mnie i najzwyczajniej w świecie zasnął. Popatrzyłam na róże, które we wściekłości rzuciłam na poduszkę.

 

Czy raczej to, co po nich zostało. Moja satysfakcja w tempie przebitego szpilką balonika zamieniała się w niepewność. Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać wszystko, co miało miejsce tego wieczoru w naszej sypialni. Poczułam się zagubiona. Przekroczyłam wiele granic. Granic własnych i pewnego rodzaju tabu Untera. Uświadomiłam sobie, że pomimo tego,iż tak często rozmawialiśmy o seksie, o jego róznych aspektach temat prób jego zniewolenia  ominęliśmy, jak coś oczywistego, coś, co nie podlega dyskusji.

Kładąc się w poprzek łóżka wcisnęłam się pod jego nogi. Chciałam znowu być jego małą kobietką.

Wpatrywałam się w jedną ze świec, której ocalała ścianka przypomniała, o tym co było zanim wstąpił we mnie demon. Wyglądała na zmęczoną tymi igraszkami, jakby sama brała w nich udział. Swoim skwierczeniem bezwstydnie zakłócała intymność ciszy.Podsycała wątpliwości i niepewność.

Miało być romantycznie, zmysłowo, subtelnie…Tymczasem efekt końcowy mocno odbiegał od napisanego wcześniej scenariusza. Mimowolnie przesuwałam dłonią nad płomieniem świecy, bawiąc się nim. Zrobiło się ciepło i błogo. Wyczołgałam się z łóżka by pogasić tlące się coraz słabiej płomyki. Pokiereszowane płatki róż walały się po podłodze, przypominając o pośladkach Untera, które nie wyglądały dużo lepiej. Przylgnęłam piersiami do jego nagich pleców, zaciągając się jego zapachem. Zapachem siły, męskości, podniecenia, orgazmu i czegoś więcej… Cieszyłam się, że był zbyt wykończony, by zmyć z siebie dzisiejszy wieczór. Przesuwając delikatnie palcami po pośladkach czułam bruzdy, które powstały z drobnych ranek po kolcach. Przymknęłam oczy i próbowałam zsynchronizować swój oddech z jego oddechem.

Tymczasem sadystka, tradycjonalistka i masochistka zaplątane w zwoju moich myśli prowadziły ze sobą dysputę. Sadystka miała żal o to, że nie dostała więcej, tradycjonalistka pytała jak tak można, a masochistka zacierała ręce ciesząc się, że pewnie kara jej nie ominie. Byłam zbyt zmęczona by słuchać argumentów wszystkich trzech. Wielkimi krokami zbliżało się „jutro”. Obawiałam się jutra…Bałam się, że może zacząć się jego zimnym spojrzeniem oraz słowami, na które nie byłam gotowa.

Rano przywitałam Untera podkrążonymi oczami i świeżym bukietem.

 

- Wybaczysz mi?



oceń
20
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  25 950  

O moim bloogu

Dlaczego ogród fantazji nieplewionych? Dlatego, że coś, co dla jednej osoby będzie chwastem, innej będzie się wydawało czymś godnym zauważenia. Osobom tutaj trafiającym życzę, aby znalazły dla siebie ...

więcej...

Dlaczego ogród fantazji nieplewionych? Dlatego, że coś, co dla jednej osoby będzie chwastem, innej będzie się wydawało czymś godnym zauważenia. Osobom tutaj trafiającym życzę, aby znalazły dla siebie jak najwięcej kwiatków. O czym zatem będzie ten blog? Lejtmotywem będzie erotyka w różnych odsłonach. Niekiedy łatwiej, innym razem trudniej przyswajalnych. Nie uda się pewnie uniknąć też pewnych kontrowersyjnych treści, ale czy pruderia w seksie jest czymś mile widzianym? Mam nadzieję, że nie będę zdana tylko na siebie i że grupa moich znajomych dołączy do mnie ze swoimi słowami, rysunkami, zdjęciami, a przede wszystkim z ogromem pozytywnej energii i inspiracji.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 25950
WARTO ZAJRZEĆ:
josephine-coquine@wp.pl

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Więcej w serwisach WP

Facet

Pytamy.pl